Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzem. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 września 2011

Czarny bez


Przypomnialam sobie dzisiaj, jak bardzo lubie Wrzesien i jak bardzo go zawsze lubilam. Jako dzieciak juz pod koniec wakacji z podekscytowaniem czekalam na rozpoczecie szkoly. Obkladalam w papierowe okladki nowe, intrygujace podreczniki, ostrzylam olowki i ukladalam dlugopisy w piorniku marzac, ze kiedys zamieszka w nim Plastus. Nie bylam nigdy, jak to brzydko mowilo sie, "kujonem", ale lubilam szkole i nie ukrywalam tego. Bylo w niej zawsze tak interesujaco, zwlaszcza kiedy podroslam i nagle zaczelam zauwazac nieporadnych wyrostkow z ledwo sypiacym sie wasem wokol mnie.
Teraz, jako dorosla juz babka lubie Wrzesien, bo dni nie sa juz tak gorace, a slonce wysyla promienie nadajace swiatu bardzo miekkich ciepych kolorow, jakby wylala sie z nieba rzeka zlotego miodu. W powietrzu zas unosi sie slodki zapach dojrzalych owocow i opadlych lisci topoli.
Lubie Wrzesien, bo jest czasem dostatku i gromadzenia ciezko wypracowanych plonow. Jest to czas, gdy natura obdarowuje nas chojnie, jaby nagle upila sie i nie wiedziala, co robi, Glupia. Przynosi w swych rekach czerwone jablka, pomaranczowe gruszki, czarne jezyny, purpurowe owoce glogu i dzikiej rozy, granatowe owoce dzikiego bzu, a w koncu brazowe podgrzybki i borowiki - te najwspanialsze dary lasu.
Czego wiecej mozna sobie zamarzyc...
Uswiadomil mi to wszystko dzisiejszy spacer, z ktorego wrocilam z pekata torba, pelna tego bogactwa wrzesniowego: owocow czarnego bzu, powoli konczacych sie jezyn i dzikich jablek, slodkich jak miod.

Czarny bez pojawil sie dla mnie w tym roku. Jakos nigdy wczesniej nie mialam z nim do czynienia nic. Nie bylo w domu tradycji przygototwywania przetworow z tegoz, wiec dopiero moje tegoroczne wzmozone eksplorowanie darmowych darow Natury, uswiadomilo mi, ze pelno jest krzewow czarnego bzu dookola i trzeba by cos z nimi zrobic. Juz wczesniej w tym roku pisalam o doskonalym Szampanie z kwiatow dzikiego bzu, ktorego jeszcze jedna butelka stoi w kaciku w kuchni, czekajac na specjalna okazje:



Dzisiejszego popoludnia wrocilam do domu z ogromna iloscia bardzo dojrzalych, czarnych owocow czarnego bzu i zupelnie nie wiedzialam, co z nimi poczac. Zasiegnelam wiec wirtualnej porady u kolezanek - blogerek: Bei i Komarki, ktore wyjasniaja wszystko na temat, jak sie z owocami obchodzic, wiec nie bede juz powtarzac tych faktow. Krociutko tylko podkresle:
nie nalezy spozywac owocow dzikiego bzu na surowo,
najlepiej je przegotowac i nastepnie przetrzec,
mozna spozywac pestki, jesli nie przeszkadzaja.

A oto co nawarzylam:


SOK Z OWOCOW BZU CZARNEGO:

Skladniki:
500g owocow czarnego bzu,
cukier do smaku ( u mnie syrop z agawy)

Wykonanie:
Owoce nalezy oberwac z galazek, co nie jest problemem, jesli sa dojrzale. Wystarczy je lekko oskubywac, a wiekszosc
z nich latwo opada. Mozna tez uzyc widelca, jak jedna z powyzej wspomnianych bloggerek radzi. Kiedy juz obrane, przeplukujemy i zalewamy do 3/4 wysokosci woda i zagotowujemy. Tu mala dygresja: chcialabym, aby ktos mnie ostrzegl przed dzwiekami, jakie owoce wydaja przy gotowaniu. Bylam sama w cichym domu, kiedy nagle z garnka zaczelo dochodzic zawodzenie, ktore smiertlenie mnie przestraszylo! Dzielnie podeszlam do kuchenki i, posluchawszy, z wyrzutami sumienia stwierdzilam, ze to pekajace owoce, wydaja prawieze ludzki dzwieki przy pekaniu. O zgrozo!
Kiedy juz wszystkie owoce wyziona ducha :), pogotuj je przez jakies 5 mniut i nastepnie nalezy je przecedzic. Szczerze mowiac nie przecieralam i nie zostawialam ociekajacych owocow nad sokiem zbyt dlugo, bo chcialam je uzyc w dzemie,
a mimo to sok jest pyszny i aromatyczny. Dodalam do niego syropu z agawy do smaku i gotowe. Zostal przelany do wyparzonych butelek po "kubusiu" i voila!


Sok ma kolor ciemno - krwisty, co mnie - milosniczce wampiryzmu baaaardzo sie podoba...

Kolejne dzielo dzisiejszego popoludnia to tylko polecany, jako swietnie polacznie, a przez ze mnie szczesliwie wykonany - akurat mialam na podoredziu jezyny zebrane tego samego popoludnia:


DZEM Z JEZYN I OWOCOW CZARNEGO BZU:

Skladniki:
250g pulpy z przegotowanych owocow czarnego bzu,
400g jezyn,
3 duze lyzki ksylitolu

Wykonanie:
Takie samo, jak kazdy dzem. Zagotowac owoce i cukier razem, a nastepnie przelozyc do wyparzonych sloikow.



MARMOLADA Z JABLEK I OWOCOW CZARNEGO BZU Z CZERWONYM WINEM:

Skladniki:
250 g pulpy z przegotowanych owocow czarnego bzu,
4 duze jablka pokrojone w kostke,
3-4 duze lyzki ksylitolu,
pol szklanki czerwonego wina

Wykonanie:
Wszystko razem zagotowac, az jablka zmiekna, a nastepnie zmiksowac na gladka mase i przelozyc do sloikow.


Wszystkie przepisy dodaje do mojej serii:


Znajdziecie w niej wiele innych przepisow na przetwory i potrawy ze skladnikow, ktore mozemy znalezc wszedzie, dookola nas zupelnie za darmo.

A takze dodaje do:

Akcja przetwory 2011

poniedziałek, 12 września 2011

Rozane tworzenie



Dzika roza jest chojnym krzewem. Obdarowuje nas bowiem dwa razy w roku. Wczesnym latem daje nam delikatne platki, ktore tworza cenna konfiture, o ktorej pisalam kika miesiecy temu - tu.
Kiedy przychodzi jesien na krzakach roz pojawiaja sie piekne karminowe owoce, ktora sa pelen witaminy C. Zastosowan maja tysiace, ale najsmaczniejsze sa w bardzo pracochonnej, ale bardzo tego wartej konfiturze.
Zrobilam 2 sloiczki i chyba musi starczyc, bo 4 godziny obierania owocow i wyluskiwania malutkich klujacych
i wciskajacych sie pod paznokcie, wlochatych nasionek nie jest czynnoscia znajdujaca sie na liscie moich ulubionych sposobow spedzania czasu. Ale bylo warto, oj bylo...


KONFITURA Z OWOCOW DZIKIEJ ROZY z jablkiem i mandarynka:
WLASNY POMYSL

Skladniki:
500g owocow dzikiej rozy,
3 malutkie zielone jablka zerwane z dzikiej jablonki,
1 mandarynka razem ze skorka,
pol szklanki cukru (ja uzylam ksylitolu)



Wykonanie:
Owoce dzikiej rozy nalezy obrac z ogonkow, przekroic na pol i wyluskac wszystkie male nasionka. Moje owoce polezaly przez 2 dni, zanim je obralam i przez to zmiekly, co bardzo pomoglo przy tej czasochlonnej i niezbyt przyjemnej czynnosci. Kiedy owoce sa juz obrane nalezy je namoczyc i odstawic na cala noc lub dzien. Ten sposob ich potraktowania znalazlam na niezwykle pomocej i pelnej przepisow na dzika roze stronie, ktora goraco polecam: Oczark Bajeczne Rosliny - skarbnica przepisow z platkow i owocow rozy.
Po nocnym moczeniu, owoce zagotowujemy w wodzie, w ktorej sie moczyly i gotujemy az calkiem zmiekna. Nastepnie przecieramy przez sito, upewniajac sie, ze wyciskamy caly miazsz.
Do mikstury zcieramy 3-4 male zielone jablka i wkrajamy cala mandarynke z miazszem. Dodajemy tez bardzo drobno pokrojona skorke z mandarynki. Dodajemy cukier i gotujemy, az mikstura zgestnieje, ale nadal bedzie lejaca. Musimy sie upewnic, ze jablka zmiekly takze. Kiedy gotowa, wlewamy do wyparzonych sloikow, zakrecamy, stawiamy na dwie minuty do gory nogami i gotowe.



Przepis powstal, jak to zwykle bywa z braku jednego skladnika, ktory zostal zastapiony innym. Poniewaz nie mialam nad podoredziu cytryny, ktora zwykle do owocow rozy sie dodaje, uzylam mandarynki i - o Boze!!! - najlepszy pomysl, jaki kiedykolwiek mialam. Pycha!!! Jablko dodalam, aby konfiture zagescic i okazalo sie, ze  swietnie wpisuje sie w palete aromatow rozy i mandarynki.

Przepis dodaje do mojej serii:


Znajdziecie w niej wiele innych przepisow na przetwory i potrawy ze skladnikow, ktore mozemy znalezc wszedzie, dookola nas zupelnie za darmo.

oraz mikserowej Akcji Przetwory 2011:

Akcja przetwory 2011

sobota, 10 września 2011

Zegnamy jezyny, witamy gruszki



Sezon na jezyny zdecydowanie sie konczy i zdecydowanie zaczyna sie sezon na zlociste gruszki. Aby te przejscie zacelebrowac w jakis szczegolny sposob. Postanowilam polaczyc te dwa cudowne owoce w jednym bezcukrowym garncu. Efekt: pyszny slodziutki i bardzo zdrowy dzemik.


DZEM JEZYNOWO - GRUSZKOWY:
NA 1 OKOLO 250 GRAMOWY SLOICZEK

Skladniki:
400g jezyn,
2-3 spore dojrzale guszki,
esencja waniliowia,
troche wody

Przygotowanie:
Jezyny myjemy. Gruszki kroimy, ale nie obieramy w male kostki, podobnej wielkosci do jezyn. Laczymy w garnku
z kilkoma lyzkami wody, doprowadzamy do wrzenia i powoli gotujemy, az owoce zmiekna. Pod koniec gotowania dodajemy lyzke esencji waniliowej. Przeprowadzamy test stezenia - lyzeczke dzemy rozsmarowujemy na zimnym spodku
i wkladamy na kilka minut do lodowki, jesli dzem stezeje, jest gotowy. Przekladamy do wyparzonych sloikow, zakrecamy i odwracamy do gory nogami na 2 minut, az sie ladnie zakretki zassa.

I jeszcze jedno cudo na pozegnanie jezyn:


TRZYDNIOWA KONFITURA JEZYNOWA:

Skladniki:
500 g jezyn,
200 g ksylitolu lub cukru oczywiscie

Przygotowanie:

Tak samo jak trzydniowa konfitura truskawkowa, o ktorej pisalam wczesniej w tym roku:














Oba przepisy dodaje do mojej serii:


Znajdziecie w niej wiele innych przepisow na przetwory i potrawy ze skladnikow, ktore mozemy znalezc wszedzie, dookola nas zupelnie za darmo.

oraz do mikserowej Akcji Przetwory 2011:

Akcja przetwory 2011

czwartek, 30 czerwca 2011

Zapomniamy owoc.


Kocham czeresnie...Wiem, ze dziwne to stwierdzenie pod ogromnym zdjeciem czerwonej porzeczki, ale niedlugo wszystko sie wyjasni. Czeresnie sa slodyczami wczesnego lata i najlepsze sa pozerane prosto z papierowej torebki.
U mnie w domu tak i wylacznie tak je sie jadlo. Zawsze pytalam mamy czemu nie robi z nich dzemu, a ona mowila, ze niezbyt sie nadaja.
Po latach postanowilam, ze jednak sprobuje. Czysty przypadek, bo kupilam ich za duzo i wiedzialam, ze zmarnuja sie, jesli czegos nie wymysle. Czystym przypadkiem kupilam tez dwa pudelka czerwonej porzeczki - moja upatrzona dzika,
w niedalekim dzikim parku, zostala ograbiona przez kogos innego :( Jeszcze jednym czystym przypadkiem byl fakt, iz kupilam, na znalezionym na markecie w Birmingham niesamowitym stoisku z ziolam i przyprawami, Werbene Cytrynowa, bo podobala mi sie jej nazwa.



Tak wiec w poszukiwaniu inspiracji powedrowalam sciezkami Google i znalazlam ten cudowny przepis na Dzem Czeresniowo - Porzeczkowy. Postanowilam go troche podkrecic i rezultat okazal sie niesamowity.



DZEM CZERESNIOWO-PORZECZKOWY Z WERBENA CYTRYNOWA:

  • 500g czeresni,
  • 500g porzeczek,
  • 150g ksylitolu,
  • 2-3 duze lyzki werbeny cytrynowej


Owoce czyscimy, porzeczki pozbawiamy szypulek, czeresnie pestek i przekrawamy je na pol. Podgrzewamy delikatnie razem z ksylitolem i werbena. Gotujemy na malym ogniu, az mocno zgestnieje. Wlewamy do wyparzonych sloikow
i pasteryzujemy przez jakies 15 minut we wrzacej wodzie. Pasteryzowalam, gdyz nie dodawalm pektyny, a nie bylam pewna, jak czeresnie zachowaja sie w postaci dzemiku.







Werbena nadala dzemikowi lekko cytrynowy aromatyczny posmak.



sobota, 11 czerwca 2011

I jeszcze troche z ksiazki

Kolejny wyprobowany i nawet juz zjedzony i zrobiony jeszcze raz, bo pyszny, przepis z ksiazki Beaty Zatorskiej "Rose Petal Jam". I jeszcze raz przetlumaczony przeze mnie, wiec za wszelkie nieudolnosci przepraszam.


" TRZYDNIOWE KONFITURY TRUSKAWKOWE:

Konfitury te sa bardzo proste do zrobienia, nawet jesli, ich zrobienie, zajmuje trzy dni! Wedlug tego samego przepisu mozna zrobic konfitury z malin, jezyn lub agrestu i przechowywac do dwoch lat. Poza jedzeniem ich na chlebie, 2 lyzeczki tego specyfiku posluza jako owocowy slodzik w goracej herbacie (...)

Skladniki:

  • 1kg oczyszczonych i pozbawionych ogonkow truskawek,
  • 1kg cukru do przetworow - tego drobnego,

SKLADNIKI NA OKOLO 1.5 KG KONFITURY

Wykonanie:
Wrzuc owoce do patelni z grubym dnem razem z cukrem  i podgrzewaj przez okol 20 minut, az cukier calkowicie sie rozpusci, a owoce zaczna mieknac. Nie mieszaj, lecz raczej potrzasaj patelnia, by zachowac owoce w calosci. Ostudz, po czym przykryj i zostaw w temperaturze pokojowej na 24 godziny.
Na drugi dzien usun wszelka piane, ktora zebrala sie na gorze owocow. Podgrzewaj delikatnie jak wczesniej  przez 20 minut i odstaw na kolejne 24 godziny.
Powtorz caly proces dnia trzeciego i kiedy konfitura jest jeszcze goraca wlewaj do wysterylizowanych sloikow i szczelnie zamknij. Postaw sloje do gory nogami. Po minucie dokrec sloje, podczas gdy sa jeszcze do gory nogami (mozecie potrzebowac rekawicy ochronnej). Odwroc sloje, i kiedy zakretki ostygna stworza bardzo szczelne zamkniecie."


 Ja moje pierwsze zrobilam z syropem z agawy w zdecydowanie mniejszej ilosci, niz Beata poleca dodac cukru. Wyszla konfitura pyszna i zostala po miesiacu pozarta. Niestety nie nadawala sie do herbaty, bo byla w niej kwasna. Bardzo dziwne, bo na chlebku byla super slodka, a i pilam herbatke mietowa z samym syropem z agawy i byla slodziutka, a razem z truskawka byla kwasna. Dziwne.
Drugi, jeszcze caly i zamkniety sloik konfitury zostal zrobiony z ksylitolem i wyszla ona o wiele slodsza, mimo iz znowu dalam ksylitolu mniej niz w przepisie. Zobaczymy z kilka miesiecy, czy nada sie na slodzik do herbaty.

czwartek, 9 czerwca 2011

Obiecanki Rozanki

Tym razem dotrzymuje obietnicy i obiecany przepis na Dzem z Platkow Rozy jest.
Tytulowy przepis z opisywanej przeze mnie ksiazki Beaty Zatorskiej. Postaram sie go dla was przetlumaczyc najlepiej, jak potrafie...



"Bylo moim zadaniem w wieku lat pieciu zbieranie platkow rozy na dzem. Codziennie rano razem z tutejszymi pszczolami, dokladnie przeszukiwalam ciemno zielone krzaki dzikich roz rosnacych wokol domu, by znalezc swiezo rozwiniete paczki. Musialam cierpliwie czekac az Lipiec calkiem sie rozgosci, a gorskie wiatry przestana wykrzykiwac na kruche, wczesne letnie dni. W koncu, jednego magicznego poranka, krzak budzil sie z zielonego snu i duze rozowe platki powitaly slonce.
Jedwabiscie miekkie platki, blyszczace kroplami rosy chetnie pozostawaly w mojej dloni, po czym ladowaly na dnie mojego wiklinowego kosza. Ich piekny rozany zapach pozostawal na mych palcach przez reszte dnia - prawdziwe letnie perfumy.
Moja bacia Jozefa po prostu wrzucala platki do duzego kamiennego mozdzierza, pokrywala je  duza iloscia cukru
i miazdzyla je na gesta paste w kolorze fuksji. Dawala mi lyzeczke dzemu do sprobowania, po czym uwaznie wkladala kazda najmniejsza drobinke do jednego z  przygotowanych sloi. Dzem z platkow rozy byl najcenniejszym z jej przetworow - aromat lata, ktory uwalniany byl ze sloja dopiero podczas zimowy miesiecy, gdy krzewy roz pokryte byly sniegowa pierzyna.


 DZEM Z PLATKOW ROZY MOJEJ BABCI JOZEFY

Ten aromatyczny dzem jest moim ulubionym wypelnieniem polskich paczkow. Najlepszy jest zrobiony ze swiezych platkow dzikiej rozy - Rosa Canina

3 LUB 4 GARSCIE SWIEZYCH PLATKOW ROZY
POL KILOGRAMA CUKRU

Platki roz zbierz rano, zanim zostaly osuszone przez slonce i stracily duza czesc swojego aromatu.
Wloz je do mozdzierza lub makutry. Powoli dosypuj cukru, podczas gdy miazdzysz platki. Sok z platkow powoli wymiesza sie z cukrem  i utworzy ciemno czerwona, gesta paste. Nie trzeba go gotowac. Jest juz gotowy. Dzem moze byc przechowywany w wysterylizowanych sloiczkach do dwoch lat."

Ja moj dzem zrobilam dokladnie tak samo, tylko zamiast cukru, ktorego nie uzywam, dodalam Ksylitolu, 
ktory w konsystencji jest identyczny. Nie wyprodukowalam oczywiscie calego sloiczka - Beata nie wspomina 
w ksiazce o ilosci wyprodukowanego dzemu :) -  wiec nakrylam dzem z gory woskowym papierem, ktory ma chronic przetwory przed powietrzem, wiec mam nadzieje, ze konfitura, jak ja ja nazywam, nie zmieni koloru przed dodaniem nastepnej porcji.


 Musze dodac, ze zrobilam tez konfiture z zoltej dzikiej rozy herbacianej z dodatkiem fruktozy i wyszla niesamowita. Bardzo zolta i aromatycznie pachnaca herbata. Mysle, ze bedzie swietnym dodatkiem do zimowych herbatek. Przygotowuje sie ja dokladnie tak samo.



Ps1. Wszystkie zdjecia w poscie sa mojego autorstwa. 
Ps2. Obie roze znajduja sie na liscie dzikich frykasow za darmo. 

Przepis dodaje do mojej serii:


Znajdziecie w niej wiele innych przepisow na przetwory i potrawy ze skladnikow, ktore mozemy znalezc wszedzie, dookola nas zupelnie za darmo.

niedziela, 5 czerwca 2011

Dzem z platkow rozy Beaty Zatorskiej

Dopiero jako emigratka zrozumialam, jak bardzo wazne jest poczucie narodowej tozsamosci. Tesknota sprawia, ze jak Marcel Proust, zauwazam wszystkie kolory, zapachy i smaki. Czasami zwyczajny dzwiek klapek na chodniku w cieply wieczor, sprawia, ze zalewa mnie ogromna, obezwladniajaca fala wspomnien
i nostalgia staje sie wrecz niemozliwa do wytrzymania.
Tesknie za rzeczami najprostszymi, glownie smakiem i zapachem potraw i miejsc. Zapach chodnikow po cieplym letnim deszczu, zapach bzow w maju, smak poziomek...
Moglabym przytoczyc tu liste bardzo dluga....
Jakies 2 miesiace temu, znajomy podrzucil mi zakupy z polskiego sklepu i znalazlam w torbie kopie Gonca Polskiego, naszej darmowej emigracyjnej gazety, i w niej natknelam sie na artykul o ksiazce Beaty Zatorskiej "Rose Petal Jam".





Tylko emigrant z zamilowaniem do gotowania, moze zrozumiec moje podniecenie, kiedy zrozumialam, ze Beata napisala ksiazke, o ktorej od dawna marzylam. Autorka z uczuciem opisuje tradycyjne polskie kulinaria, wplatajac przepisy w opis, jej i jej angielskiego meza Simona, setymentalnej podrozy po Polsce.




Simon uwiecznil wszystko na zdjeciach i musze przyznac, ze zrozumial
i pokazal polska tradycje i kulture
w niesamowity sposob.
























Ksiazka, pomimo ceny 25 funtow, zostala od razu przeze mnie zakupiona i przeczytana od deski do deski
w ciagu jednego posiedzenia.

Wszystko tu krzyczy: Polska, nawet ta skromna zakladka w narodowych kolorach.


Pozycja ta jest dostepna tylko w jezyku angielskim, jako ze autorzy chca rozpropagowac polska kuchnie na calym swiecie.





Autorka przytacza teksty piosenek oraz wiersze. Zwlaszcza ten Norwida gleboko mnie poruszyl i nawet lza sie w oku zakrecila. Norwid, takze emigrant, uchwycil w tym jednym fragmencie esencje kraju, ktory tak bardzo kocham.


Sa tam takze zdjecia najbardziej ikonicznych polski dziel sztuki, miedzy innymi obraz Wyspianskiego, na ktory patrzylam jako dziecko, jakies sto tysiecy razy dziennie, siedzac z Ania na schodach na korytarzu naszej klatki schodowej, najpierw bawiac sie lalkami, potem gadajac o chlopakach, a w kocu uczac sie razem do matury. Zadna z nas dzieci komunizmu, nie miala wlasnego pokoju, wiec korytarz byl nasza komnata, pieknie przystrojony kwiatkami w doniczne i polskimi dzielami sztuki, jak to:


Kolejna z moich najbardziej wytesknionych przez 6 lat na obczyznie rzeczy, to Dzialka, ktora zreszta w tym roku probuje dzielnie odtworzyc w moim przydomowym ogrodku. Beata podkresla wazna role dzialek
w polskiej rzeczywistosci.  Dla wielu emerytow dzialka stale jest centrum swiata i malym wytchnieniem od upalow ogarniajacych miasto.


Kazdy przepis jest opatrzony krotkim opisem potrawy i zilustrowany pieknymi zdjeciami Simona. Jako osoba z angielskim partnerem, zauwazylam juz wielokrotnie, ze obiektywne oko, pieknie ujmuje kwintesencje kraju mojego dziecinstwa.
Oto przepis na pierogi z kasza gryczana, ktore sa jedna z moich wielkich milosci:


 Kilka przepisow juz znalazlo zastosowanie w mojej kuchni. Miedzy innymi przepis na trzydniowe truskawkowe konfitury, ktore dostosowalam do Diety Montigniac zamieniajac cukier na syrop z Agawy. Wyszly cudne! Polecam goraco!


Podsumowujac: niewazne czy jestes jak ja stesknionym emigrantem, czy po prostu doceniasz polska tradycyjna kuchnie, jest to ksiazka, ktora posiadac nalezy i byc z niej dumnym...

Notka biograficzna:
Beata Zatorska urodzila sie w Polsce, mieszka z rodzina w Sydney. Jest lekarzem rodzinnym. Jej maz Simon pochodzi z Anglii, jest absolwentem Cambridge i szkoly filmowej, w Australii pracuje jako dokumentalista.
W Polsce kupili rodzinny dom Zatorskiej.

PS. O ksiazce Beaty mozna bylo takze przeczytac w majowym wydaniu angielskiego magazynu kulinarnego Delicious.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Dzem z suszonych owocow

Super prosty przepis na dzem, ktory Cie zachwyci! Nie ma w nim ani odribiny cukru, ale slodyczy mu wcale nie brakuje.

Skladniki:

  • dowolna ilosc mieszanych suszonych owocow: sliwki, jablka, gruszki, czarna porzeczka
  • 2 torebki herbaty Earl Grey
  • przyprawy korzenne, moga byc te do wina
Wykonanie:


1.Suszone owoce gotujemy przez okolo 30 min. z  torebkami herbaty, najlepiej Earl Grey, i przyprawami korzennymi w osobnym woreczku.

2.Po pol godzine woda powinna sie wygotowac. Wtedy wyciagamy torebki i przyprawy, a owoce mielimy blenderem i gotowa mase wsadzamy do sloika i szczelnie zakrecamy.

3.Kiedy dzemik ostygnie wkladamy go do lodowki i mozna go tak przechowywac przynajmniej 6 miesiecy.

Pychota na chlebku, z jogurtem lub w owsiance. No i kompletnie bez cukru!!!  Mniam.